Add New wpis

Niczym zly szelag i filip z konopii (lotem blyskawicy i bez pukania jak listonosz) zjawil sie wczoraj u nas nasz ex-flatmate i Ukrainski brat w rusofobii – Taras. Serialu ciag dalszy, bo wrocil wlasnie z Kijowa, a w mieszkaniu znow nie bylo internetu. Podobno wlasciciel ma brzydki zwyczaj nieplacenia rachunkow za uslugi, z ktorych sam nie korzysta. Klopot w tym, ze przez internet wysyla sie maile, a Taras za te maile dostaje pieniadze (ja tam dostaje tylko zapewnienia, ze komus jest przykro), wiec zdecydowal sie podziekowac i… wrocic do nas! Naturalnie ladnie zapytal, powiedzial, ze zaplaci i zaoferowal ciekawa kwote (wiecej niz chcielismy), wiec oto jest. Mieszkac bedzie od osmego przez miesiac. Potem byc moze przejmie schede po Benjaminie, ktory konczy studia w czerwcu i wraca do swojej eko-anarchistycznej ojczyzny. I interesujace wiesci z Kijowa: tam wszyscy mysla, ze samolot rozbilo FSB.

Benjamin wrocil wlasnie z wizyty rodzinnej razem ze swoja dziewczyna, ktora pobedzie przez tydzien. Sabine jest sympatyczna i ladnie sie usmiecha, a nawet smieje… hmm, wlasciwie smieje sie ze wszystkiego, co sie do niej mowi i to troche daje mi do myslenia. Jest bardzo radosna i ekspresyjna osoba, co objawia sie dosc czestymi – jak na moj starczy gust – okrzykami, zawolaniami i piskami. Podejrzewam, ze nie musi to oznaczac jakiegos duzego stopnia kalectwa i moze po prostu chodzic o to, ze jest/sa zakochani. Duzo czasu spedzaja w pokoju za nasza tekturowa sciana i drzwiami z papier-mache, ale czesto tez najezdzaja dol, gdzie ogladaja jakies barbarzynskie niemieckie programy, co to sie ludzie w nich smieja po niemiecku. O-brzy-dlis-two. Ale to wszystko nic w porownaniu z kulminacja wspolnego seansu filmowego, gdy po obejrzeniu “Bialej Wstazki” nasi mlodzi zaodrzanie orzekli, ze nie wiedza o czym to bylo i ze chyba o ‘zyciu w pewnej wiosce’… Wole myslec, ze to oznaka zdrowia.

To nie koniec najazdow. Po Sabine zwala sie mama z bratem (jego, nie jej), a potem jakies cale stada. Na razie jest szostka na horyzoncie, czy bedzie wiecej mamy ustalic dzis wieczorem. Planujemy zastosowac the Reytan manoeuver i wystapic o niemiecka pomoc dla krajow mniej stabilnych gospodarczo, a jak nie zadziala to o reparacje. Slowem: bedziemy kontynuowac dzielo.

Tymczasem na swiecie sezon swiateczny. Najpierw krolowa, potem polegli, teraz niepodleglosc. W calym Amsterdamie funkcjonuje tylko jeden Albert Heijn – ten proletariacko-emigracyjny pod naszym slumsem. Na kasie wciaz nie pracuja Polacy.

Z planow zyciowych: z PhD nici. Ostatniego projektu – do Essex – nigdy nie skonczylem. Rezygnacja uspila mi szare, a godzina gapienia sie w mrugajacy kursor to nie jest przepis na sukces. Next year. Na 99,96(6)% wracamy do Polski – tym bardziej, ze rodzina wzywa.

Na koniec ciekawostka krajoznawcza. Niezwykle szacowne i podobno poczytne pismo “Linda”, ktore – o ile dobrze rozumiem – jest skrzyzowaniem “Cosmo” z “Pania Domu”, ma ostatnio nowa kampanie promocyjna. Otoz posrod prenumeratorek ma zostac rozlosowanych dwudziestupieciu prostytutkow (to zdanie sponsorowala Liga Walki z Walka z Feminizacja Jezyka). Zrobilo sie juz wokol tego male zamieszanie, bo feministki mowia, ze to nieladnie (bo rownouprawnienie powinno dotyczyc rzeczy “dobrych”), a pani Linda de Mol – eksprezenterka telewizyjna i miejscowa “celebrytka” (pff…) i wlascicielka gazety – mowi, ze faceci moga isc na dziwki, wiec dlaczego kobiety nie moga na dziwkow? I to jeszcze gratis. Sprawa jest jeszcze bardziej niemoralna, bo gazeta jest targetowana glownie na mezatki, a tematem numeru, w ktorym ogloszono promocje, bylo: “Jak bezpiecznie zdradzac?”. Swoj sprzeciw wyrazil tez zwiazek zawodowy prostytutek, ktory oskarzyl gazete o streczycielstwo (poza zwiazkiem).

To nie pierwszy wybryk Lindy de Mol – holenderskiej Grazyny Torbickiej gone wild – wczesniej byla zawierucha, gdy do jednego z numerow dodawano wibrator. Zastanawiam sie tylko jakiej byl jakosci, zwazywszy na to ile takie rzeczy potrafia kosztowac, no i mam nadzieje, ze byla jakas instrukcja. Sama akcja prostytutkowa nie cieszy sie podobna zbytnia popularnoscia i chyba sie nie dziwie. Jesli jest cos bardziej holenderskiego niz oferta gratis, to jest to rozziew pomiedzy progresywna fasada i purytanskim wnetrzem i cala ta akcja jest widocznie mocno na wyrost.

Choc i tak marzy mi sie chociaz marne dildo razem z “Gala” czy kulki analne z “Rzeczpospolita” (i “Krytyka Polityczna”) – i zeby dzieki ich zbawiennej mocy nastala Noc Sliskiego Lateksu, gdy poziom frustracji w nagle zjednoczonym spoleczenstwie spadl na leb na szyje posrod ogolnopolskiego ‘Alleluja!’

Acha, i polecam ostatni “Przekroj”, w ktorym pewien znajomy doktor prawa rzymskiego dorzuca cegielke do rabatki normalnosci w naszej doswiadczonej przez los i historie ojczyznie. Taki czas, ze prawnicy w cenie.

* * *

Newsflash prosto z Dam. Podczas dwoch minut ciszy (swieto Wspominania Ofiar/Poleglych) jakis facet bezceremonialnie gadal przez komorke. Kiedy ludzie zaczeli go uciszac, zaczal wydzierac sie na caly glos, prawdopodobnie nie po niderlandzku. Potem rozlegl sie jakis dziwny, podobny do wystrzalu dzwiek, ktos krzyknal “Uciekac, bomba!” i wybuchla panika. Dosc niesamowite zdarzenie, oczywiscie do obejrzenia:

Ludzie wpadali na siebie nawzajem i na barierki. Kilkadziesiat osob zostalo rannych.

Po wszystkim krolowa wrocila na plac i odspiewala rote lojalnosci hiszpanskiej koronie.

Pikanterii calej sprawie dodaje informacja, ze facet – ktorego natychmiast zgarnieto – mial “wygladac jak ortodoksyjny Zyd” i figurowac w kartotekach jako oskarzony o dilerke, kradziez i blizej nieokreslona ‘przemoc’. Dodam, ze w swoim okolicznosciowym przemowieniu, premier Balkenende wspominal Holenderke, ktora pomagala Annie Frank. Acha, wg ostatnich badan, jedna z grup najbardziej wspierajacych Wildersa sa mlodzi Zydzi (starsi obstaja przy chadekach, bo nagonka na muzulmanow kojarzy im sie z ustawami norymberskimi). Sam Wilders w mlodosci pracowal w kibucu.

Ten strzalopodobny dzwiek, ktory wystraszyl ludzi, to byl odglos eksplodujacej roznorodnosci.

* * *

I update:

“Eyewitness Ana wrote on the DutchNews.nl website: ‘I don’t think he was mentally disturbed. I think he was just drunk. He was making his way through the crowd, looking for his bike or something, a jewish guy with a beard and sideburns. He was the only one speaking to himself saying something about ‘fiets’ (bike) and a few people asked him to shut up.

‘He passed so close by me that I could smell the alcohol. A minute later, when he reached the people in the front of the crowd, he screamed something. People freaked out and pulled back. We first thought that someone jumped from a building or that it was a terrorist attack. Seeing those hundreds of people pulling back towards us with such a force was really scary.’”

Odpowiedzi: 11

  1. co to znaczy, ze wracacie?

  2. a on chciał tylko znaleźć swój rower… gdzie jak gdzie ale w Holandii to nie powinno dziwić.

    Bardzo mi się podobały ujęcia, na których ustawiony w środku barierek tłum rozpada się na kawałki. I płaczące Holenderskie rodziny. I królowa, która śpiewa ze swoim ludem ku pokrzepieniu serc. Takie chwile jednoczą naród, jak wiemy.

    co do wiki: “The Wilhelmus derives its name from the first word of the song; the Geuzenliedboek’s”. Hm?

    no a Wy po prostu przeżywacie drugie rozbiory! I to w jakże niechlubnie zaborczej Holandii. Brakuje Wam tylko jakiegoś Austriaka, może któryś z kumpli Bena się przyzna.

    a ja właśnie (sic!) wróciłam z filmu o holenderskich zaborach w Indonezji! potem było spotkanie z tłumaczką i nawet kupiłam książkę w promocji, bo kosztowała 2 zł taniej niż w księgarni. Okazja to okazja. Poza tym na sali był prawdziwy Holender z siwą brodą Cortazara, który nie rozumiał po polsku ale za to chciał powiedzieć, że nie ma już traumy w Holandii ani w Indochinach (tak mu powiedzieli znajomi, on nie wie, bo nie miał okazji się przekonać, ale ponoć nie ma, ponoć wspominają stare dobre czasy z łezką w oku), i prawdziwy (z wyglądu przynajmniej) młody Indochińczyk, przystojny jak młody buk. Niestety nie doszło do żadnych gwałtownych scen waśni czy pojednania pomiędzy nimi, a szkoda. Ale książkę jednak kupiłam, za dobry potencjał tej sytuacji.
    No i oglądaliśmy wywiad z pisarką po holendersku za to bez tłumaczenia. Nie wiem, co mówiła, ale była stara i miła. Więc jestem dzisiaj podwójnie wprawiona. Ale w tym Twoim fragmencie oszukiwali i pokazywali te same sceny dwa razy! może Holendrzy się na to nabierają, ale my Polacy mamy oczy szeroko zamknięte i nic nam nie umknie w knieję.

    (wybaczcie, że się tak na Waszym blogu panoszę, ale mieliśmy dzisiaj rozmawiać, a ja już muszę spać, to chociaż trochę się chciałam wygadać…)

  3. Piotr <= eee, ze wracamy to znaczy, ze kupimy bilety, przylecimy do W-wy i przez najblizszy rok z niej nie wyjedziemy na dluzej niz tydzien:)

    oola <= sory, przespalem skype'a… A Wilhelmus jest napisany w pierwszej osobie i na poczatku podmiot lyryczny przedstawia sie "Ja, Wilhem z Nassau…". A jednosc narodowa na calego, z tekstu na wiki:

    "Another legend claims that following the Navigation Acts (an ordinance by Oliver Cromwell requiring all foreign fleets in the North Sea or the Channel to dip their flag in salute) Het Wilhelmus was sung (or rather, shouted) by the sailors on the Dutch flagship Brederode in response to the first warning shot fired by an English fleet under Robert Blake, when their captain Maarten Tromp refused to lower his flag. At the end of the song, which coincided with the third (i.e last) English warning shot, Tromp fired a full broadside thereby beginning the Battle of Goodwin Sands and the First Anglo-Dutch War."

    -h

  4. Skoro jest jak jest, to by bylo lepiej, trzeba sie z tego cieszyc. No wiec: ciesze sie, ze wracacie. Fajnie bedzie was miec pod bokiem, a nie od swieta, na krotko i za wiele dukatów.
    Także: welcome! :)
    M

  5. tak, wlasnie takich reakcji oczekujemy!
    Zeby je sprowokowac chcielismy nawet uzyc argumentu stroopwafli…
    Tym bardziej, ze chyba nie podchodzimy do powrotu jak do osobistej porazki, ale to tylko dlatego, ze planujemy znow wyjechac;) poki mlodosc zyje w nas;]

    -h

  6. wybaczcie offtop (i to dość głupio brzmiący), ale drogi H powinieneś pisać książki. albo eseje/felietony przynajmniej. może to byłby dobry plan na rok w Bolandzie? ;)

    a wracając do meritum – fajnie, że wracacie na czas jakiś :)

  7. jezusmaria, no sluchaj, wcale nie glupio brzmiacy, bo juz siebie widze z tym oskaronoblem w lapie za najlepsza ksiazke w kategorii ‘ksiazka’, ale nie wiem jak to sie robi. W sensie, ze sie pisze i wysyla, i ktos to publikuje potem na nieekologicznym papierze – nie mam pojecia jak.
    Plan mi sie ogolnie podoba, bo i tak zamierzam zbijac gruba kase w blizej nieokreslony sposob, wiec slawa i fani beda milym dodatkiem.

    To juz drugi glos, ze fajnie. Natycha mnie to do zrobienia kolejnej dowcipnej blogo-sondy… Pewnie wkrotce zamieszcze, a potem rozesle maila do wszystkich, zeby wypelnili, bo jak nie to skreslam z elitarnej listy przyjaciol.

    A z innej beczki: wiesz jak dobrze przyrzadzic szparagi? I czy sa lykowate za nasze kulinarne grzechy czy z wlasnej pokretnej natury?

    -h

  8. na szparagach się nie znam w praktyce. za to w teorii wiem, że nie jest wskazane ich gotowanie (totalnie oddają smak wodzie). dobrze je za to wrzucić na oliwę pod przykryciem. jak to się ma do łykowatości nie wiem. dodam tylko, że te mądrości to nie moje tylko jednego szefa kuchni.

    co do książek to potrafi to mniej więcej tak wyglądać jak napisałeś. czasem nawet prościej. np. znane wydawnictwo na Cz. jakiś czas temu miało specjalny program wydawania książek zdolnych, nieznanych humanistów. nie wiem czy to dalej trwa, ale było. znam też konkretne efekty tej inicjatywy. poza tym znamy redaktorkę z tego wydawnictwa, więc jak już napiszesz tą zajebistą książkę z kategorii „książka” (czyli taką w stylu Benjamina, którego ostatnio dużo dzięki tobie czytuję) to nie będzie problemu z profesjonalną poradą co dalej. Znamy też zawodowca od promocji książek w stanie spoczynku, więc tu też duża potencjalna pomoc. A ja jestem zawodowcem od promocji czegokolwiek co też w kwestii przejścia od słów do czynów może być przydatne. do roboty.

  9. dodam jeszcze tylko, że ja mam dla odmiany dalekosiężne plany związane z self-publishing (podobno po naszemu to się nazywa: samopublikowanie). w kwestiach obrazkowych to jest obecnie powszechna praktyka. może i w tekście potrafi mieć sens. nie wiem tylko jak z tymi milionami wtedy. raczej są potrzebne na publikację niż z niej płyną haha

  10. Oto trzeci głos radości i entuzjazmu! witajcie wspólne kawy i piwa w ogródkach! :)
    Ad. książka – jestem za! książki, scenariusze na podstawie, felitetony, stałe rubryki… cudownie!

    Ad. szparagi. Szparagi przestają być łykowate, jeśli się je obierze (dość cienko) i odetnie zdrewniałą końcówkę. gotować najlepiej tak, żeby główki wystawały ponad powierzchnię (trzeba je związać w pęczek sznurkiem i postawić w garnku, tylko raczej białym:). Ja je lubię podlać potem sosem z oliwy, czosnku, balasamico i odrobiny miodu, ew. trochę sojowego. Niezłe wychodzą też grillowane. Albo zapiekane pod beszamelem (po uprzednim podgotowaniu)… Sezon nadchodzi!!

  11. kochani, skad wzieliscie lykowate szparagi na poczatku sezonu?!!!

    a poza tym strasznie sie ciesze, ze znowu bedziemy mogli sie spotykac bardziej spontanicznie. chcialem tylko doprecyzowac w tej swawoli literackiej…

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.