Wczoraj mielismy probke wyborczych emocji. Srednioklasowe robaczki przestraszone kondycja wolnego rynku zaglosowaly na wiecej wolnego rynku. Przestraszone chustami i koranicznym faszyzmem male fiutki wybraly platynowego Wildersa. Miasta i uczelnie przestraszone Wildersem wybraly sympatycznego i prostolinijnego Joba Cohena, ktory jest ostatnim chyba reliktem otwartej Holandii (a ktorego plakat przywieziemy do Polski i powiesimy w oknie, zeby straszyc wilanowskich nuworyszy lewactwem). Cohen to jest facet, ktorego nigdy nie zaprosiliby do TVNu, bo pozwala sobie przerywac i spokojnie czeka az ‘dyskutant’ skonczy, po czym kontynuuje przerwana mysl. W debacie telewizyjnej wypadl blado, bo dwa razy odpowiedzial, ze na czyms sie nie zna i nie bedzie udawal, ze potrafi sensownie odpowiedziec.
Pozostaje zobaczyc czy Wilders wejdzie do rzadu (jesli nie to albo bedzie trudna koalicja liberalow z Partia Pracy i ktoras lewica, albo kolejne wybory) i czy Maryam bedzie musiala placic podatek od noszenia chusty.
Wypelnilismy tez ankiete na tegorocznym latarniku i wyszlo nam, ze dupa blada, nigdy w zyciu nie zaglosujemy na pana z fuzja. W ogole nie wiem czy nie oddac pustej kartki, ew. skreslic wszystkich kandydatow i nawet cieszy mnie w jakis perwersyjny sposob perspektywa kolejnej prezydentury wielkiego brata. Po relacji z debaty prezydenckiej na UW, na ktorej Korwin mial dostac od studentow owacje za teksty o kozach, moj poziom antypolonizmu wrocil do stanu z momentu wyjazdu i aktualnie, lagodnie mowiac, pierdole. Niech sie rodacy ciesza z lagodnego Fuhrera polityki milosci, tego czy innego. Zgoda buduje – zascianek.
Chcialbym osiagnac moment krytyczny, gdy wkurw przeradza sie w Harveya Milka (podejrzewam, ze wyglada to mniej wiecej tak), ale jakos tego nie widze. Poki co pocieszam sie, ze siedemnastolatek z Vermont potrafi wystapic przed stanowymi wladzami i powiedziec to:
Moze z tej naszej oglupionej strasznymi wynalazkami nowoczesnosci i rozpieszczonej dobrobytem mlodziezy wyjda i tacy?
Juz sie ciesze na Europride i przerazenie przedszkolakow, co zobacza panow w skorach i pawich piorach. Totalna nieprzenikalnosc polskiego piekielka, jego odpornosc na jakiekolwiek manewry krytyczne (te yntelygenckie przelatuja ponad progiem wykrywalnosci, te prostackie odbijaja sie od skorupy konformizmu) nie zostawia mi zludzen. Chyba rzeczywiscie pozostaje wiara w wolny rynek i rozowego funta, euro i dolara. Hotel Mazurkas nie wzgardzi waluta, nawet pedalska.
Tymczasem u nas sytuacja mieszkaniowa przeewoluowala i wychodzi na to, ze jednak znow Wilanow tylko troche obok. Ulica – nomen omen – Sarmacka:)
Oktawiusz donosi dzis o spieciach z ulubiona pania menadzer (tak to sie pisze?), ktora nagle odkrywa, ze pracownicy jej nie lubia. Dramat biurowy w pelnej krasie.
Poza tym, ludzie pilke kopia i mam nadzieje, ze uda nam sie zalapac na pomaranczowe kibolstwo jakos w miescie. Benjamin planuje jakies wypady, m.in. do australijskiego pubu na mecz Niemcy – Australia:)
wow. wielki szacun do przyszłego Milka. mam nadzieję, że jego historia skończy się lepiej.
podążając tropem Twoich inspiracji znalazłam to: http://www.youtube.com/watch?v=2i5qkSxF60U&NR=1&feature=fvwp
pomijając już nawet to, ile ta dziewczynka ma lat i że posługuje się tymi wszystkimi upiększaczami lepiej niż ja kiedykolwiek będę (i kto robił jej montaż?!), warto doczekać do końca dla zaskakujących treści. a już zdążyłam ją określić zupełnie inaczej…
Na youtubie mozna znalezc straszne rzeczy. Swoja droga, kiedy panna mowi, ze teraz udzieli instrukcji jak zrobic sobie ‘anime eyes’ to spodziewalem sie, ze chwyci za skalpel:) Dobrze, ze skonczylo sie na kredce. a moral na koniec rzeczywiscie niezly. I to nostalgiczne ujecie z dachu, gdy wpatruje sie w horyzont…
-h